Wywiady
image
Siergiej Szypowski - Szkółka Bramkarska "GoalKeeper"

piłka nożna, Poradnik

 

      Edyta Pawlak: Jakie są Pana sportowe wspomnienia z dzieciństwa - w pełni pokolorowane piłką nożną?

Siergiej Szypowski: Nie. Pochodzę z Rosji, gdzie w czasach mojego dzieciństwa w szkołach stawiano bardzo duży nacisk na wszelkie gry zespołowe – była wśród nich koszykówka, siatkówka, piłka ręczna. Mieszkałem w miejscowości Iżewsk na Uralu, gdzie latem królowała piłka nożna, zimą – hokej. Odnajdywałem się w obydwu tych dyscyplinach: latem „wchodziłem do bramki”, zimą byłem hokejowym obrońcą. Dopiero w szóstej klasie szkoły podstawowej zostałem postawiony przed wyborem jednej z tych dyscyplin, żeby zacząć pracować nad czymś „na poważnie”. Wybrałem piłkę nożną i bramkę, a co za tym idzie - trafiłem do klasy piłkarskiej.

 

Edyta Pawlak: Pamięta Pan swój debiut piłkarski?

Siergiej Szypowski: Tak, bardzo dobrze (śmiech). Miałem wówczas sześć lat, poszliśmy z kolegami na pobliskie boisko, będące własnością lokalnego klubu – graliśmy w piłkę, kopaliśmy na siatkę i... złapał nas stróż. Zaprowadził nas do trenera, który całą sytuację skwitował pytaniem: „I co chłopakikara czy przychodzicie do klubu?”. Następnego dnia odbył się nasz pierwszy trening z prawdziwego zdarzenia.

 

Edyta Pawlak: Jak na Pana sportowe pasje zapatrywali się rodzice?

Siergiej Szypowski: Wraz z bratem byliśmy wychowywani tylko przez mamę, która musiała zapewnić byt całej rodzinie. Było to dla niej nie lada wyzwaniem – pracowałam na kilku etatach w związku z czym nie miała dla nas tyle czasu, ile chciałaby mieć. Mama była zadowolona, że czas wolny mamy efektywnie wykorzystany, cieszyła się, że pod jej nieobecność nie mamy zbyt wiele czasu i siły na rozrabianie. Dodatkowym atutem trenowania piłki nożnej był fakt, że od momentu, kiedy trafiłem do klasy piłkarskiej, szkoła pokrywałam znaczną część mojego utrzymania – wyżywienie, ubranie itd. Później trafiłem do reprezentacji kraju, zaczęły się wyjazdy, zgrupowania, turnieje – coraz rzadziej bywałem w domu. Z czasem role się odwróciły – stałem się jej dumą i pomocą mamy. Było jej lżej.

 

Edyta Pawlak: Dziś sam Pan jest rodzicem – nakłaniał Pan syna na ścieżkę sportową?

Siergiej Szypowski: Nie, wspólnie z żoną – również człowiekiem sportu, ponieważ moja małżonka była baletnicą, pozwoliliśmy synowi, znaleźć swoje pasje w życiu. Nie naciskaliśmy na konkretne dyscypliny, choć zarażaliśmy go miłością do sportu i czerpaniem przyjemności z aktywności fizycznej. Syn grał w koszykówkę, pływał, miał jednorazową przygodę z obozem piłkarskim, grał w tenisa, jeździł konno. Dziś jest świetnie zapowiadającym się prawnikiem.

 

Edyta Pawlak: Jak Pan ocenia aktualną kondycję sportu dzieci i młodzieży w Polsce? Jak ona wypada w porównaniu do rosyjskiego odpowiednika?

Siergiej Szypowski: Rosja nadal żyje w tradycjach Związku Radzieckiego – tam w dalszym ciągu bardzo dba się o zdrowie młodych ludzi. W szkołach kładzie się bardzo duży nacisk na kulturę fizyczną. W Polsce jest zdecydowanie za mało WF-u, a na pewno zbyt często się go unika. Polska młodzież się „starzeje” - coraz częściej mamy w jej gronie do czynienia z chorobami, otyłością, dysfunkcjami ruchowymi. Za głowę chwytam się, kiedy na moje zajęcia przychodzą dziesięcio- lub dwunastolatkowie, którzy nie potrafią zrobić przewrotu w przód, o przewrocie w tył już nie marząc.

 

Edyta Pawlak: Idea zapisywania/dowożenia dzieci przez rodziców na dodatkowe zajęcia sportowe wg Pana to...

Siergiej Szypowski: …to świetny pomysł, ale każdorazowo powinien być przedyskutowany z dzieckiem i oparty na szczegółowej obserwacji dziecka przez rodziców. Trzeba wybrać wspólnie z dzieckiem dyscyplinę, w której ono się odnajdzie, która da mu satysfakcję, która będzie spełnieniem jego – podkreślam jego marzeń. Jeśli rodzice nie potrafią się zdystansować i spojrzeć na swoją pociechę krytycznie – warto skorzystać z opinii przyjaciół, zaprosić ich do domu, na wspólny spacer i wysłuchać wniosków z ich obserwacji. Trzeba dać dziecku szansę. Jeśli będzie miało nadwyżkę energii a nie znajdzie sposobu, miejsca i czasu jej rozładowania – będzie rozrabiać. Dobrze dobrane zajęcia sportowe sprawią, że maluch nawet najbardziej ruchliwy, będzie wracał do domu „wypompowany” - zmęczony, ale co ważne: szczęśliwy. Jestem absolutnym zwolennikiem kontrolowanego rozładowywania energii, napięcia, adrenaliny młodych ludzi.

 

 

  


Akceptuję
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.

Czym są cookies?

Cookies z angielska zwanymi ciasteczkami to nic innego jak niewielkie dane informatyczne zapisane w formacie tekstowym, wysyłane przez serwer www i zapisywane na urządzeniu końcowym czyli komputerze, tablecie itp.

Do czego są wykorzystywane?

Pliki cookies zawierają różnego rodzaju dane na temat użytkownika danego urządzenia odwiedzającego określoną stronę internetową. Najczęściej służą do automatycznego zapamiętywania danych użytkownika przy wielokrotnych odwiedzinach, dostosowania strony do preferencji użytkownika, optymalizacji korzystania z nich oraz anonimowych statystyk.

Możliwe rodzaje plików cookies w ramach strony

Sesyjne – ściśle związane z konkretną wizytą użytkownika na stronie.

Stałe – pozostają zapisane na urządzeniu użytkownika do czasu usunięcia ich przez niego samego lub wygasają zgodnie z konfiguracją i parametrami plików cookies.

Usunięcie plików cookies

Domyślą opcją działania wszystkich przeglądarek internetowych jest obsługa czyli zezwolenie na zapis plików cookies na dysku urządzenia. Można te ustawienie zmienić tak aby domyślną opcją było blokowanie korzystania z plików cookies. Wówczas niektóre funkcjonalności strony www mogą nie być w pełni możliwe do wykorzystania.