"Obawiam się trochę, że tak zła sytuacja krajowa, jaką na chwilę obecną jako naród odnotowujemy, wynika nie tyle z zastania i zaabsorbowania komputerami i internetem samych dzieci, ale i nas – rodziców."

 

Edyta Pawlak-Sikora: Jak wyglądał początek Twojej kariery sportowej?

Grzegorz Fonfara: Przewrotnie (śmiech) – mimo że od zawsze chciałem grać w piłkę, początek mojej przygody sportowej miał miejsce na... lodowisku. Pochodzę z rodziny o głębokich korzeniach hokejowych – rozpoczynając od pokolenia mojego dziadka i jego brata, wszyscy kolejni męscy potomkowie grali w hokeja. Jako rodzina mamy na tym gruncie sporo sukcesów. Oczywistym faktem było zatem, że i ja znalazłem się na tafli z łyżwami na nogach. Sytuacja ta nie trwała jednak długo. Moje zamiłowanie do piłki nożnej zwyciężyło, udało mi się namówić mojego tatę na zmienię dyscypliny i... zamieniłem łyżwy na korki. Pojawiały się później komentarze, że tą decyzją skazałem się na miano „czarnej owcy” w rodzinie, ale ja tej sytuacji tak nie postrzegam. Robię to, co lubię, mam własne sukcesy, dobrze czuję się z samym sobą.

 

Edyta Pawlak-Sikora: Twój rodzimy klub piłkarski to?

Grzegorz Fonfara: GKS Katowice – jestem jego wychowankiem. Tutaj zaczynałem i tutaj przeszedłem wszystkie szczeble szkoleniowe od juniora do seniora.

 

Edyta Pawlak-Sikora: Dziś jesteś ojcem dwójki dziecijak zapatrujesz się na ich pierwsze kroki w świecie sportu? Miały już miejsce?

Grzegorz Fonfara: Tak, mam dwójkę dzieci – dziesięcioletniego Michała i siedmioletnią Julkę.

Syna w pierwszej kolejności zapisaliśmy z żoną na piłkę nożną, ale nie przekonał się do tej dyscypliny. Zdecydowanie lepiej czuł się na basenie – lubił i nadal lubi pływać, co mnie osobiście bardzo cieszy - uważam, że jest to genialny sport dla każdego organizmu, w każdym wieku. Z czasem Michał zainteresował się sportami walki, dokładnie karate. Na te zajęcia uczęszcza do dziś. Jestem zwolennikiem jego wyboru i wspieram go w podjętym wysiłku i zobowiązaniu, chociażby dlatego, że sport w moim odczuciu to nie tylko potocznie zwany „wyczyn” - to również wychowanie, nauka pracy z zespołem, dyscyplina. Karate i sensei, prowadzący Michała na co dzień, wpisuje się w tę teorię idealnie.

Julka to iskra z nadmiarem energii – biega, jeździ na rowerze, pływa i od jakiegoś czasu ćwiczy gimnastykę artystyczną. Mimo młodego wieku i drobnego ciała, ma w sobie wielkiego ducha sportu – połknęła już bakcyla rywalizacji sportowej. Mimo, że jest jedną z najmłodszych dziewczynek w grupie intensywnie ćwiczy, stara się dorównać starszym dziewczynkom.

 

Edyta Pawlak-Sikora: Jakie jest stanowisko Twojej żony w zakresie sportowych poczynań rodziny?

Grzegorz Fonfara: Moja żona – Iza, jest absolutną podstawą naszych działań – bez niej wiele spraw w ogóle by się nie odbyło. Jest zwolenniczką aktywności fizycznej naszych dzieci i ich główną podporą. Nie ma co ukrywać, że moja dyspozycyjność jest ograniczona. To żona wozi wszędzie dzieci, jeździ z nimi na zawody, turnieje, które w większości przypadków odbywają się podczas weekendów – ja wówczas z reguły mam treningi/mecze. Iza fenomenalnie nadzoruje wszystkie sprawy związane z przygotowaniem ich do wszelkich zajęć. Dzieci mają w niej duże wsparcie.

 

Edyta Pawlak-Sikora: Czy kiedy zdarza Ci się obserwować zajęcia sportowe swoich pociech, komentujesz ich zachowanie, wykonywane czynności, polecenia trenerów?

Grzegorz Fonfara: Nie. Mając w pamięci moje treningi piłkarskie z dzieciństwa – okrzyki i nawoływania poszczególnych rodziców, nigdy nie zabieram głosu podczas zajęć moich dzieci. Uważam, że nikt nie jest nieomylny – dotyczy to również trenerów i instruktorów pracujących z dziećmi, ale nie wolno ingerować w ich tryb i formę pracy publicznie. Mając uwagi, zastrzeżenia do ich pracy – należy zgłaszać je osobiście w tzw. „cztery oczy”. Wtrącanie się w prowadzone zajęcia zawsze odwróci się przeciwko samemu dziecku.

 

Edyta Pawlak-Sikora: Twoja ocena aktualnej sytuacji dzieci sportu i młodzieży w Polsce...

Grzegorz Fonfara: …nie mam klarownego zdania z tym temacie. Kłócą się we mnie dwa fronty – jeden dyktowany falą krytyki jakości i ilości zajęć sportowych w ramach wychowania fizycznego w szkołach, drugi to szeroki wachlarz ofert akademii, klubów sportowych, fundacji zajmujących się „statutowo” organizacją zajęć sportowych dla dzieci. Obawiam się trochę, że tak zła sytuacja krajowa, jaką na chwilę obecną jako naród odnotowujemy, wynika nie tyle z zastania i zaabsorbowania komputerami i internetem samych dzieci, ale i nas – rodziców. Jeśli rodzicom nie chce się ruszać – dziecko nie zawsze samo wyjdzie z taką inicjatywą. Do tego jeśli my rodzice, nie zawieziemy dziecka na zajęcia, nie odbierzemy go tuż po nich itd. - dziecko nie będzie w nich uczestniczyć. Takie mamy czasy.

 

Edyta Pawlak-Sikora: Jako profesjonalny sportowiec, gdybyś wyobraził sobie teraz rodzica rozważającego zapisanie dziecka na dodatkowe zajęcia sportowejakiej rady byś mu udzielił?

Grzegorz Fonfara: To zależy do wieku dziecka – im dziecko młodsze, tym bardziej uczulałbym i zachęcał do poszukiwania klubu, akademii gwarantującej maksymalny nacisk na formę treningu ogólnorozwojowego. Zalecałbym również sprawdzenie kwalifikacji trenera, jego kontaktu z dziećmi, wiarygodności firmy/klubu.

Bez względu jednak na wiek dziecka z całą odpowiedzialnością polecam każdą aktywność fizyczną. Udział dziecka w zorganizowanych zajęciach sportowych poza wszelkimi atutami zdrowotnymi, kształtuje w dziecku charakter, umiejętność radzenia sobie z przeciwnościami losu, umiejętność walki, buduje poczucie własnej wartości, owocuje w przyjaźnie i kontakty, które potrafią przetrwać wiele lat. Cały ten pakiet stanowi skuteczną szkołę życia.